Kontakt:

Stowarzyszenie Pomost
ul. Kłuszyńska 20/26
60-136 Poznań
tel. 061 861 92 75

 

Tomasz Czabański

prezes

tel. 601 469 494

 

Maksymilian Frąckowiak

archeolog

tel. 667 609 494

 

Adam Białas

kierownik robót

tel. 603 609 494

 

Paweł Łagódka

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Południową

tel. 695 938 931

 

Przemysław Pasternak

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Wschodnią

tel. 663 717 571, 603 098 424

 

 

 

Junikowskie wydarzenia w przełomie stycznia i lutego 1945 roku cz. 1

Nie spełniło się "proroctwo" namiestnika Trzeciej Rzeszy Gauleitera Artura Greizera, który w swym przemówieniu w 1943 roku z emfazą powiedział: "Dopóki niebo jest nad ziemią, tak długo Wartheland będzie niemiecki".

Pod naporem styczniowej ofensywy, w obliczu bezpośredniego zagrożenia Poznania, w sobotę 20 stycznia 1945 roku nastąpiła nagła ewakuacja cywilnej ludności niemieckiej.

Poznański dworzec stał się widownią dantejskich scen. Naprawdę brak innego określenia by opisać tragizm ogarniętego paniką tłumu Niemców szturmujących, w obliczu groźby okrążenia miasta, ostatnie pociągi na Zachód.

Już następnego dnia w niedzielę 21 stycznia niektórzy mieszkańcy Junikowa, zwłaszcza ogrodnicy, zaczęli wracać do zabranych im, a teraz opuszczonych przez Niemców domostw i posiadłości. W poniedziałek rano dowódca „twierdzy Poznań” gen. Mattern wizytował przygotowania obronne odcinka junikowskiego. Widziałem go na narożniku ul. Grunwaldzkiej i Junikowskiej, jak w otoczeniu oficerów Wehrmachtu wysiadał z samochodu, by udać się ul. Ścinawską na rozległe pola rozciągające się pod Marcelińskim Laskiem. Jeszcze tego samego dnia rozwieszono podpisaną przez Matterna odezwę do "Ludności miasta Poznania" wzywającą do opuszczenia miasta. W odezwie ostrzegano mieszkańców o niemożliwości zapewnienia im wyżywienia i bezpieczeństwa.

23 stycznia wtorek. Wielu mieszkańców, zwłaszcza ul. Grunwaldzkiej, zbudziły odgłosy kilofów i łopat. Okazało się, że Niemcy w niektórych strategicznych punktach, przygotowywali stanowiska dla karabinów maszynowych i "Panzerfaustów".

Wśród mieszkańców Junikowa szerzyły się dochodzące z różnych stron alarmujące wieści. Najczęściej były one sprzeczne ze sobą. Na przykład ktoś słyszał, że Rosjanie dotarli do Swarzędza, inni, że Poznań jest już okrążony. W takiej sytuacji co przezorniejsi mieszkańcy dokonywali ostatnich zakupów kartkowych racji żywnościowych.

Tymczasem w ciągu dnia, z każdą godziną, wzmagały się złowieszcze odgłosy artyleryjskiej kanonady, która nie tylko nie ustawała, ale potęgowała się przez całą noc.

W środę rano do niektórych Junikowian przybywali przerażeni uciekinierzy ze śródmieścia. Od nich dowiedziano się, że w śródmieściu spadają już pierwsze pociski.

W wielu punktach Junikowa przygotowywano stanowiska bojowe, a na wielu ulicach pojawiły się patrole żołnierzy "Volkssturmu". Przerażeni i zdezorientowani pytali napotykanych Polaków o aktualną sytuację. Przez cały dzień trwała kanonada i naloty. Podczas jednego z nich można było widzieć wybuchające bomby na Łazarskim dworcu i wylatujące w powietrze szyny. Osobiście obserwowałem przez kilka chwil jak na bezchmurnym niebie toczyły walkę powietrzną myśliwce. W pewnym momencie za jednym z nich pojawiła się czarna smuga dymu, przy akompaniamencie przeraźliwego ryku silnika, zwiastującego jego koniec.

Nocami jaśniały nad miastem złowrogie łuny. Szczególnie intrygująca była łuna nad Rudniczem, a ściślej nad zabudowaniami cegielni p. Szymańskich. Niepokojące, lecz niedokładne wieści przenikające z tych stron mówiły o pożarze magazynów, to znów o czołówce Rosjan, która przedarła się na te tereny. Długo nie wiedziano co tam się stało, gdy nagle któregoś wieczoru, w groźnej scenerii śniegu i siarczystego mrozu, dotarła na ul. Krośnieńską spora gromada mieszkańców Rudnicza z dziećmi na rękach. Okazało się, że tzw. Hutę zajęli Rosjanie i trwają tam walki, a Niemcy nakazali ludności ewakuować się w te właśnie strony.

W sobotę 27 stycznia zaznaczyła się jakaś wzmożona aktywność Niemców. Na ulicy Krośnieńskiej pojawili się żołnierze niemieccy w białych hełmach, okryci białymi pelerynami. Dwaj z nich ciągnęli na zwykłych dziecięcych sankach rannego kolegę. Wieczorem Niemcy ze stanowisk przy nasypie kolejowym przenieśli się do domów wzdłuż ul. Krośnieńskiej. Mieliśmy wtedy wizyty frontowych żołnierzy. Byli załamani, zmęczeni, zmarznięci i głodni. Mówili, że żywność zostawili w pośpiechu przy torach, skąd byli zmuszeni wycofać się. Posilali się ziemniakami z solą. Niektórzy z nich próbowali grać na pianinie. Wspominali swoje rodziny. Twierdzili, że jutro należy spodziewać się innych odwiedzin. Od czasu do czasu przybiegał do nich oficer. Mówił o pojawieniu się rosyjskich czołgów, o ataku którego spodziewają się w każdej chwili.

28 stycznia niedziela. Rano przyszli do nas Niemcy z wiadomością, że w nocy odparli atak Rosjan, a niemieckie radio nadało właśnie komunikat o silnych walkach na terenie Poznania. Przed południem, właśnie gdy mieliśmy zasiąść do posiłku, zaatakowali Rosjanie. W jednej chwili zdawało się, że cały świat zawirował . Huk rozrywających się pocisków, przemieszany z terkotem karabinów maszynowych poderwał odpoczywających w mieszkaniu Niemców. Niektórzy z nich nie chcieli jednak wychodzić, dopiero interwencja oficera z pistoletem w ręku zmusiła ich do podjęcia walki. I wtedy przeżyliśmy chwilę grozy, gdy oficer stanął w drzwiach skierowując w naszą stronę dwa pistolety. Stał tak przez chwilę jakby się wahając.

W pewnym momencie po słowach "Aufwiedersehen" opuścił dom. Domownicy natychmiast zbiegli do piwnicy i tam w modlitwie przed figurą Matki Bożej, przeczekali najgorsze chwile.

Wreszcie w obejściu pojawił się pierwszy rosyjski żołnierz. Nie zwiastował on jednak końca udręki.
 

 

Ewaryst Czabański
 

                                                                                                                                       

Copyright: Stowarzyszenie Pomost, kopiowanie materiałów ze strony bez zgody autora zabronione

www.pomost.net.pl

projekt: fryga.com