Kontakt:

Stowarzyszenie Pomost
ul. Kłuszyńska 20/26
60-136 Poznań
tel. 061 861 92 75

 

Tomasz Czabański

prezes

tel. 601 469 494

 

Maksymilian Frąckowiak

archeolog

tel. 667 609 494

 

Adam Białas

kierownik robót

tel. 603 609 494

 

Paweł Łagódka

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Południową

tel. 695 938 931

 

Przemysław Pasternak

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Wschodnią

tel. 663 717 571, 603 098 424

 

 

 

Niezłomni cz. 2

Barbara Grzesiak – Urodzona 6.VIII. 1924 r. w Poznaniu. Ojciec Franciszek, matka Bronisława z d. Wejner. Mieszkała z rodzicami w Junikowie, przy ul. Paczkowskiej 37. W czasie wojny pracowała w szwalni. W 1944 roku wraz z grupą dziewcząt zaangażowała się w akcję niesienia pomocy osobom politycznie skompromitowanym, ukrywającym się, lub którym groziło aresztowanie. O istnieniu takiej lub może podobnej akcji w latach 1943/1944 na terenie Poznania pisze Edward Serwański w swej pracy pt. "Wielkopolska w cieniu swastyki" PAX 1970 str. 404-405: "Wielorakie (…) formy pomocy społecznej podjął się na terenie Poznania ośrodek organizacji katolickich, który łączył szereg konspiracyjnych towarzystw, związków i instytucji. Ośrodek ten utrzymywał luźne co prawda, ale stałe kontakty między organizacjami.

(…) Wiemy o tych organizacjach mało, możemy więc tylko zwrócić uwagę na niektóre przejawy działalności tego ruchu. Największą zasługą ośrodka była wprowadzona, zwłaszcza w latach 1943/1944, wielka akcja ratowania osób politycznie skompromitowanych i zagrożonych aresztowaniem. (…) Członkowie przenikali do administracji obozu przejściowego Arbeitsamtu na Górczynie w Poznaniu (…) z którego (…) udawało się ludzi zagrożonych, nie posiadających nawet dokumentów, nielegalnie wysłać na roboty do Rzeszy. Tzn. na teren, który mógł służyć (…) jako kryjówka przed Gestapo. Z drogi tej korzystali (…) zdekonspirowani księża (…) żołnierze Armii Krajowej i harcerze Szarych Szeregów.(…) Ponadto ośrodek starał się o zwolnienie z obozu ludzi starych i chorych, przeznaczonych na wyjazd na roboty przymusowe do Rzeszy. (…) Inną znaną dziedziną działalności ośrodka była opieka społeczna nad ludźmi potrzebującymi pomocy. (…) Szczególnie zasłużył się ośrodek przez wysyłanie paczek żywnościowych do obozów koncentracyjnych. Ośrodek był poza tym w kontaktach z księżmi, którzy prowadzili tajną działalność duszpasterską, udzielał im pomocy w ucieczce na skutek zdekonspirowania."

W czerwcu 1944 roku nastąpiła jakaś bliżej nieznana wpadka i aresztowania. Zmusiło to Barbarę do podjęcia błyskawicznej, lecz trudnej decyzji ucieczki do Generalnej Guberni. Konieczny był pośpiech, bo Gestapo lada moment mogło być na jej tropie. Plan ucieczki był następujący: Barbara z kilkoma dziewczynami i męska obstawą miała dotrzeć pociągiem w pobliże granicy, skontaktować się z oczekującymi konspiratorami, którzy mieli zaopatrzyć w sfałszowane dokumenty i zaopiekować się grupą.

Plan jednak się nie powiódł. W czasie podróży, w okolicy Koła w pobliżu miejscowości zwanej wówczas Hoppen, podczas kontroli dowodów osobistych policjanci rozpoznali w Barbarze i jej siostrze Teodorze osoby poszukiwane przez Gestapo. W pewnej chwili padł strzał. Doszło do strzelaniny. Zatrzymano pociąg. W ogólnym rozgardiaszu cała grupa rozproszyła się. Każdy ratował się na własna rękę. Basia wraz z Dorką ukryły się w zbożu. Tymczasem Niemcy otoczyli cały teren i przeprowadzali rewizje w okolicznych domostwach. Po długim okresie czasu Basia zdziwiona panującą wokół ciszą i sądząc, że Niemcy już odeszli, wychyliła głowę. Ten moment zauważyli Niemcy. Rozległy się krzyki: "Hände hoch" Basia podnosząc ręce do góry zdążyła jeszcze powiedzieć do siostry: „Jestem zgubiona. Idę do nich, a ty tu zostań i nie ruszaj się – żegnaj – nic im nie powiem”. Natychmiast ją aresztowano i osadzono w policyjnym obozie nr 9 w Inowrocławiu. Był to dzień 19 czerwca 1944 roku. Tymczasem Dorka z pomocą dobrych ludzi w przebraniu wiejskiej kobieciny, z koszykiem i dziabką, przeszła szczęśliwie zieloną granicę i dotarła do umówionego punktu, w którym uzyskała potrzebne dokumenty i schronienie. Tam tez przetrwała do końca wojny.

Natomiast Basia, po krótkim pobycie w Inowrocławiu, gdzie poddano ją brutalnemu śledztwu, została przetransportowana 22 lipca 1944 roku do więzienia we Włocławku. Tu czekała sześć dni na rozprawę, która odbyła się 28 lipca 1944 roku.

Wkrótce po tej dacie Basia napisała do rodziców list. Pisany był ołówkiem na papierze wyrwanym z torby po cemencie i starannie zgniecionym. Dotarł do rodziców drogą okrężną, przez współwięźniarki wyrzucony oknem i ludzi prywatnych. Straszny musiał być protest wewnętrzny młodego życia wobec śmierci, skoro 20-letnia dziewczyna wołała w liście:

"Moja Kochana Mamo i Ojcze! Piszę do Was może ostatni raz. Śniła mi się mama, że dawałaś mi 28 kropli na serce i mówiłaś: weź, wypij, a będzie ci lepiej. O tak 28.7.44 miałam rozprawę i zostałam skazana na wieczne rozstanie się z wami. Kiedy to nastąpi nie wiadomo. Lecz ten piszę już w bransoletach. Mój kochany Ojcze, matusiu i bracie, ratujcie mnie, ja nie chcę umierać, ja chcę żyć. Och matko jak ja cierpię. (…) Tatusiu, może jeszcze da się mnie uratować. O drodzy ja chcę żyć, ratujcie mnie. Śniło mi się, że pożegnałam się z wszystkimi. Teraz jestem w Leslau (Włocławek), a gdzie zginę, to nie wiem, czy tu albo w Inowrocławiu lub w Poznaniu. Ja schudłam, ważę 88 funtów.

Drodzy, kochani Rodzice, dziękuję Wam za trudy i mozoły, jakie ponieśliście, aby mnie wychować, przebaczcie mi to wszystko. Żal mi życia, ja nie chcę ginąć, ratujcie – błagam was, ratujcie. Ściskam i całuję Cię mamo, Ojcze, Bracie i Siostro. Żegna Was drogie dziecko, które chce żyć, a nie może. Wasza na zawsze będzie Basia.

Ratujcie, błagam Was, bo ja chcę żyć, nie mogę się pogodzić z losem, że mam zginąć, o Boże, przed samym końcem."

Potem 2 września 1944 roku nadszedł ten najboleśniejszy, pisany na urzędowym formularzu, ostatni list od Basi. Oto co pisze w rozkwicie swej młodości dziewczyna, która wie, że za dwie godziny musi umrzeć.

Treść tego listu przepisuję z zachowanego oryginału:

"Droga Mamo i Ojcze!

Dziś po raz ostatni Wasze ukochane dziecko pisze. Za dwie godziny zostanę stracona. Więc Droga Mateczko i Tatusiu, żegnam się z Wami - nie rozpaczajcie za swym dzieckiem, gdyż sama nie będę – czeka na mnie Isiu, który mi się przyśnił i Ty, Droga Mamo, już się ze mną pożegnałaś. Ja już się pogodziłam z Bogiem – mimo wszystko ginę niewinna, tak pragnęłam żyć, tyle prosiłam Boga i Matkę Jego i oczy wciąż widziały Ciebie, Mamo i Tatusiu. Pamiętajcie, że Was kochałam i kochać będę.

Dziękuję Wam, Drodzy Rodzice za ten mozół i trud w wychowaniu mnie, wiem, żeście mnie kochali ponad wszystko i dla mnie pragnęliście tylko żyć. Lecz cóż – dziś nadchodzi rozstanie się z Wami. Moi drodzy, a tak nieocenieni Kochani Rodzice. Nie martwcie się. Proszę o więcej modlitwy, gdyż beż księdza i bez spowiedzi św. Odchodzę na tamten świat.

Ach Mamo, jakbym pragnęła skonać na Twych Rękach, na Twym łonie – Tatusiu dziękuję Tobie za staranie się o moje życie. Nie martwcie się, gdyż koniec bliski, a mnie 5 minut przed zakończeniem ginąć trzeba. Ja będę prosić Boga, by Wam dobrze na tej ziemi było – ale niedługo się zobaczymy, Mamo, bo ja pragnę, pragnę byście byli ze mną.

Po 20 wiosnach mego życia zabierają Wam Wasze dziecko, Basię i nie macie już do niej prawa. Grób mój niech będzie razem z Isiem i tam kwiaty niech kwitną dla mnie i na tej mogile niech moje zdjęcie będzie to w kwiatach i wszystkim krewnym i znajomym dajcie.

Stefan i Siostro moi kochani i Was żegnam nie zapominajcie o mnie, niech me imię na Waszych ustach będzie. Mireczkę uściskajcie ode mnie i niech się dobrze chowa i niech nie zapomina, że miała ciocię, która ginie dla Boga i Wiary. Niech ten list będzie pamiątką z pokolenia na pokolenie. Mamo i Ojcze, Moi Drodzy Rodzice! Będę stracona o godz. 11-tej. Tak mi ciężko się rozstać z tym światem i Wami. Całuję Twe rączki, moja droga, które mnie piastowały i wszystkie cząstki ciała i kosteczki Twoje, mamo i Ojcze dziękuję za ten trud wychowania, a przepraszam za tę boleść, którą Wam zrobiłam.

Całuję cie, Droga, Droga Mamo i Ojcze, żegna Was Wasze dziecko. Basia

Proszę o dużo modlitwy. Do zobaczenia"

Wyrok wykonano przez powieszenie w więzieniu we Włocławku 25 sierpnia 1944 o godz. 11-tej. Zaraz też rozwieszono na mieście czerwone afisze ze złowrogim obwieszczeniem:

"Sondergericht Leslau skazał na rozprawie w dniu 28 lipca 1944 roku Barbarę Grzesiak z Posen – Lenzingen za niedozwolone posiadanie broni i za udział w gwałcie przeciwko członkom niemieckiej policji pomocniczej na karę śmierci (…) Wyroki zostały dziś wykonane.

Leslau a.d. Weichsel, den 25 August 1944"

A oto jak wyglądały ostatnie chwile życia Barbary Grzesiak. Mam przed sobą obrazek matki Bożej Karmiącej. Po wycofaniu się Niemców z Włocławka, znaleziono go w jednej celi więziennej pod spisem inwentarza. Na odwrocie obrazka, osoba której nie udało się ustalić, prawdopodobnie jeden z oczekujących na swoja kolej współwięźniów – napisał ołówkiem:

"Dnia 25 sierpnia 1944 roku o godz. 11-tej została stracona Barbara Grzesiak, ur. 6.8.1924 r. z Poznania. Schodziła z tego świata, jak sama pisała w swym ostatnim liście, dla Boga i Wiary. Tak jak ona, zwracając swe oczy w gorącej modlitwie – umierają tylko święci. Podałem jej ostatnią szklanę wody. Pożegnałem ją, przyjmując postawę żołnierską. Przez kilka chwil patrząc sobie w oczy ona również wyprężyła swe zbolałe członki. Fakt ten notuję w wielki bólu.

Z.S. Włocławek, 27.8.44"

Przytaczam też spisaną relację p. Jankowskiej, naocznego świadka chwili stracenia Basi Grzesiak. Była także więźniarką i pracowała w kuchni. Na usilną prośbę władze więzienne pozwoliły jej towarzyszyć Basi w ostatniej chwili:

"O godz. 9-tej Barbara schodziła wraz z współtowarzyszami niedoli z pietra na świeże powietrze. Kiedy znalazła się już na podwórzu, nagle otrzymała rozkaz momentalnego powrotu do celi. Wchodząc na korytarz, gwałtownie się cofnęła; zobaczyła bowiem stojącego pod murem więźnia Michała Niewiadomskiego, który także został skazany na śmierć. Był to młodzieniec lat 22. On wskazał jej ruchem ręki, że nadeszła ostatnia godzina. Barbara weszła do celi skazańców. W tej celi p. Jankowska ubrała Barbarę w jej własne rzeczy, które poprzednio wyprała i wyprasowała, splotła jej włosy w warkocze. Skazana nasamprzód strasznie płakała, ale później uspokoiła się i napisała poprzednio podany list pożegnalny do rodziny. Gdy zbliżała się godzina 11-ta, przybyła dozorczyni Niemka, nazwiskiem Wanda Biese i wyprowadziła ją na miejsce stracenia. Barbara szła boso, dość długą chwilę musiała stać pod szubienicą i rozglądać się, jak inne Niemki z dozorcami śpiewali, tańczyli i fotografowali się przy niej. Wreszcie przyszła chwila rozstania się. Zawisła. Nie dość, że ją powiesili, ale nadto zaczęli ją drągiem bić po biodrach, tak, iż spódniczkę i bluzeczkę miała skrwawioną. Po egzekucji Niemki w dalszym ciągu się naigrywały."

W dniu 25 listopada 1945 roku odbyła się we Włocławku ekshumacja zidentyfikowanych zwłok Basi, a 1 grudnia 1945 roku na cmentarzu górczyńskim odbył się jej pogrzeb. W 1957 roku nastąpiło ponowne przeniesienie zwłok ( razem z jej bratem Zbigniewem ) z Górczyna do Junikowa.

Łucja Fiszgal z Junikowa, osoba dobrze znająca sprawę Barbary, już po wojnie powiedziała swej szkolnej koleżance pani Irenie Grzesiak, że "Gdyby Basia ujawniła w śledztwie tych wszystkich, którzy mieli udział w owej akcji w którą się Basia zaangażowała, to zginęłoby razem z nią około osiem dziewczyn".

Ta wypowiedź świadczy o sile charakteru i wielkim poczuciu odpowiedzialności Basi, która nikogo nie zdradziła, tajemnicę zabrała do grobu.

***

Powiedzą niektórzy: Po co ta bohaterszczyzna? Czy warto było narażać a nawet poświęcać swoje życie? Przecież można było przyjąć postawę konformistyczną lub choćby kunktatorską, siedzieć cicho 9 jak mysz pod miotłą i czekać. Czekać, aż inni za nas zrobią. Można też było inaczej. Można było wyszukać niemieckich pradziadków, podpisać niemiecką listę narodowościową i cieszyć się białym pieczywem, przydziałową czekoladą, winem i cytrusami. Można było popatrzeć na wczorajszych sąsiadów okiem Űbermenschów. Można było to czynić w tym samym czasie, gdy tacy jak Mścisław Frankowski, Włodzimierz Krzyżankiewicz, Władysław Wrzesiński czy Barbara Grzesiak – utratą swego życia – dokumentowali swoją wierność Bogu i Ojczyźnie.

Piszę o nich – bohaterach, by odgrzebać ich spod pyłu zapomnienia. Piszę o nich, bo brak nam dziś takich jak oni – mocarzy ducha. Jestem przekonany, że obok tych wiecznie kwękających, zrzędzących, stękających, potrzeba nam dziś silnych osobowości. Potrzeba nam znów ludzi wielkodusznych i prostolinijnych, potrzeba nam ludzi NIEZŁOMNYCH.

***

"Zdało się oczom głupich że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności (…) Bóg (…) doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę …" ( MDR 3,1-11 )


 

Ewaryst Czabański
 

                                                                                                                                       

Copyright: Stowarzyszenie Pomost, kopiowanie materiałów ze strony bez zgody autora zabronione

www.pomost.net.pl

projekt: fryga.com