Kontakt:

Stowarzyszenie Pomost
ul. Kłuszyńska 20/26
60-136 Poznań
tel. 061 861 92 75

 

Tomasz Czabański

prezes

tel. 601 469 494

 

Maksymilian Frąckowiak

archeolog

tel. 667 609 494

 

Adam Białas

kierownik robót

tel. 603 609 494

 

Paweł Łagódka

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Południową

tel. 695 938 931

 

Przemysław Pasternak

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Wschodnią

tel. 663 717 571, 603 098 424

 

 

 

Ordnung muß sein

W ślad za oddziałami Wehrmachtu, dokonującymi w 1939 roku agresji przeciw Polsce, wkraczały do Wielkopolski różne oddziały policyjne. Miały one za zadanie likwidowanie polskiego oporu oraz utrzymanie ludności w posłuszeństwie wobec okupacyjnych władz.

W okresie zarządu wojskowego rozpoczęło się tu działalność kilka różnych formacji policyjnych: tajna policja polowa, żandarmeria polowa (podległe wojsku), policja bezpieczeństwa (Sicherheitzpolizei), policja porządkowa (Hilfspolizei), żandarmeria (Gendarmerie). Wszystkie one podlegały ściśle Gestapo, SS i policji kryminalnej.

Policja ochronna (Schutzpolizei zwana też Schupo) była jedną wśród policyjnych formacji, która oprócz zwykłej służby policyjnej współpracowała ze służbami kryminalnymi oraz brała udział w zwalczaniu przestępstw gospodarczych.

Już w okresie zarządu wojskowego władze werbowały miejscowych Niemców (Volksdeutsche) do policji pomocniczej (Hilfspolizei, Hilfsgendarmerie). Zwerbowane osoby szkolono i zatrudniano w służbie patrolowej oraz przy wysiedlaniu ludności polskiej. Wiosną 1940 roku policja ta otrzymała nowe mundury pochodzenia austriackiego. Teraz dopuszczono ją też do patrolowania terenu należącego do danego posterunku policji ochronnej.

Na terenie Junikowa w okresie zarządu wojskowego bezwzględnego przestrzegania tzw. godziny policyjnej, zakazu otwierania okien od ulicy, itp. (np. grożono, że w otwarte okno będą strzelać), pilnował Wehrmacht. Na podstawie okólnika Himmlera z dniem 7.11.1939 roku zniesiono w Wielkopolsce zarząd wojskowy. W tym samym mniej więcej czasie utworzono w Junikowie posterunek policji ochronnej (Schutzpolizei w skrócie Schupo). Na siedzibę policji przeznaczono dom należący do rodziny Wojciechowskich, usytuowany na narożniku ulicy Grunwaldzkiej i Ziębickiej.

Posterunkiem Schupo dowodził, przybyły z samego Berlina, Polizeimeister Giese, człowiek o powierzchowności pedantycznego niemieckiego urzędnika. Zamieszkał on wraz z żoną w domu Chałupniczaków przy ulicy Grunwaldzkiej.
Nie pobył tu jednak długo. Nękany wodą zalewającą nisko położoną posesję na której usytuowany był ów dom, przeniósł się na jedną z łazarskich placówek.

W Junikowie pozostał pomocnik Giesego, typowy. Opasły Bawarczyk Meier, wraz ze swym nieodłącznym motocyklem z przyczepą. Nowym Polizeimeistrem został policjant nazwiskiem Heubusch.

Schupo niby dość spokojne, zraziło mnie swoim udziałem w bardzo wstrętnej akcji burzenia figur przydrożnych. Osobiście widziałem moment, gdy jeden z policjantów przystawił drabinę do kapliczki Matki Boskiej stojącej przed domem Chałupniczaków i kilofem wykruszał z niej cegły. Znam też z opowiadania drugi przykład, jak policjant Meier pędząc swoim motocyklem do miejsca rozbiórki krzyża przy ulicy Krośnieńskiej, wpadł na przydrożne drzewo łamiąc sobie żebra. Ten Bawarczyk do służby już nie wrócił.

W junikowskim posterunku pełniło też służbę kilku policjantów pomocniczych (Hilfspolizei). Można było ich spotkać na junikowskich ulicach, gdy patrolowali teren pieszo lub na rowerach. Byli bardzo służbowi i bezwzględni, w czym przewyższali nieraz swoich przełożonych z policji ochronnej. Rowery ułatwiały im pogoń za zbiegami. Aresztantów przetrzymywano w pomieszczeniach posterunku, wykorzystując ich równocześnie do czyszczenia lub naprawy swoich służbowych rowerów, a nawet do czynności karmienia hodowanych przez policjantów królików.

Policjanci z Hilfspolizei organizowali też obławy na osoby nielegalnie przewożące artykuły żywnościowe z okolicznych wsi. Liczni, którym się zdarzyło się przebywać w tych czasach w pomieszczeniach policyjnego posterunku wspominają stół, na którym codziennie leżały kręgi skonfiskowanych nocą kiełbas, połcie słoniny, boczku i klepki masła.

Junikowska policja urządzała też nieraz nocne pościgi jakichś tajemniczych osób. Osobiście pamiętam jak pewnej mroźnej zimowej nocy słyszeliśmy wokół naszego domu dziwną gonitwę, krzyki, strzały i jęki. Około 4.30 rano wpadło do mieszkania kilku policjantów, którzy dokładnie przetrząsnęli pomieszczenia szukając kogoś kto, (jak to określali) zdołał im uciec. Istotnie, w ciągu dnia odkryliśmy na śniegu w ogrodzie ślady krwi.

Od 1941 roku do końca okupacji istniał w Poznaniu szwadron konnej policji (Polizei-Reiterschwadron zwany później Polizei-Reiterersatzabteilung), składający się z policjantów pomocniczych.Patrole tego szwadronu zapuszczały się także do Junikowa. Przekonałem się o tym osobiście, gdy pewnego dnia w 1942 roku szedłem z siostrą do pracy (tramwaje kursowały w owych czasach dopiero od ulicy Palacza). Nagle, gdzieś w okolicy wylotu ulicy Dziewińskiej, ujrzeliśmy jadącego od strony miasta konnego policjanta, który w momencie mijania nas, kiwnął na mnie ręką abym się do niego zbliżył. Wtedy on poprzez moją czapkę chwycił mnie za włosy i podniósł wysoko w górę sprawiając mi niedający się opisać ból. Następnie kazał cofnąć się pięć kroków, ponownie minąć go, zdjąć czapkę i pozdrowić go słowami: "Guten Tag".

Oczywiście, że po tak osobliwym spotkaniu z niecodziennym monstrum jakim był patrol Polizei-Reiterschwadron, ilekroć mijałem jakiegokolwiek konnego jeźdźca, odruchowo chwytałem się cza czapkę. Trudno: Ordnung muß sein…

P.S. W artykule wykorzystałem materiały zawarte w pracy Stanisława Nawrockiego pt. "Policja hitlerowska w tzw. Kraju Warty w latach 1939-1945" Poznań, Instytut Zachodni, 1970.

                                                                                                                                                    Ewaryst Czabański



 

Copyright: Stowarzyszenie Pomost, kopiowanie materiałów ze strony bez zgody autora zabronione

www.pomost.net.pl

projekt: fryga.com