Kontakt:

Stowarzyszenie Pomost
ul. Kłuszyńska 20/26
60-136 Poznań
tel. 061 861 92 75

 

Tomasz Czabański

prezes

tel. 601 469 494

 

Maksymilian Frąckowiak

archeolog

tel. 667 609 494

 

Adam Białas

kierownik robót

tel. 603 609 494

 

Paweł Łagódka

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Południową

tel. 695 938 931

 

Przemysław Pasternak

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Wschodnią

tel. 663 717 571, 603 098 424

 

 

 

Ostatnie dni wolności

Pod takim tytułem ukazał się artykuł w ostatnim przedwojennym numerze "Przewodnika Katolickiego" datowanym 3 września 1939 roku, omawiający ówczesną sytuację Polski. Jak wyglądały ostatnie dni wolności w Junikowie?

W początkach sierpnia przebywała w Junikowie grupa oficerów i żołnierzy realizująca budowę umocnień polowych. Mieszkali w willi Naumana.

Pamiętam, jak bardzo byłem zbudowany i jak bardzo mi zaimponował widok owych młodych oficerów służących w mundurach do Mszy św.

Od połowy sierpnia można było spotkać już tylko nielicznych, którzy sądzili, że sytuacja jakoś pomyślnie się rozwiąże.
Zdecydowana większość społeczeństwa wyczuwała nieuchronność zbliżającego się konfliktu zbrojnego. Świadomość grozy sytuacji potęgowało ogłoszenie nakazu kopania w obejściach rowów przeciwlotniczych i pojawienie się uzbrojonych patroli tzw. Straży Obywatelskiej utworzonej z miejscowej ludności. We dnie i w nocy, w obawie przed dywersją, pilnowano torów kolejowych. Nie było też dnia, aby spokojnego junikowskiego nieba nie przecinały białe smugi lecących na dużej wysokości, niemieckich samolotów zwiadowczych.

W ostatnią niedzielę sierpnia można już było oglądać zasieki z drutu kolczastego, przecinające w okolicy dzisiejszej firmy farmaceutycznej GlaxoSmithKlein, ulicę Grunwaldzką. Słaby oddział wojska obsadził wykopane uprzednio rowy strzeleckie na skraju placu ćwiczeń oraz punkt obserwacyjny na dachu domu p. Suwiczaka (narożnik ulicy Grunwaldzkiej i Małoszyńskiej).

Prawie codziennie po kilku mężczyzn otrzymywało nakaz mobilizacyjny. PKP rozpoczęła akcję ewakuacji rodzin kolejarskich w głąb Polski. Rodziny te, nota bene, znalazły się później bezbronne w ogniu Luftwaffe. Prasa odwołała rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Na falach eteru rozbrzmiewały dziarskie piosenki wojskowe jak: "Morze, nasze morze wiernie ciebie będziem strzec, mamy rozkaz się utrzymać, albo na dnie twoim lec", lub trochę swobodniejsze kończące się refrenem: "Nie czas nam panny całować, pójdziemy wojować".

Na drzewie przydrożnym przed domem p. Nowaka (ulica Krośnieńska) zawieszono lemiesz od pługa, służący jako gong alarmowy.

O wybuchu wojny w owym rozsłonecznionym dniu 1 września 1939 roku ludność Junikowa dowiedziała się dopiero od tych nielicznych, którzy w owych czasach mieli aparaty radiowe. Ta elektryzująca wieść rozeszła się jednak lotem błyskawicy. Ludność komentowała fakt przekroczenia granic polskich przez niemieckie wojska i o bombardowaniu polskich miast.

Około godziny 10.00 w zalegającej jeszcze nad lotniskiem 3 pułku lotniczego w Ławicy mgle, pisze Z. Szymankiewicz w "Kronice Miasta Poznania" nr 4 1989, s. 61, pojawił się nie rozpoznany dwumotorowy samolot, do którego artyleria lotniska oddała strzały ostrzegawcze.

Około godz. 12.20 – 12.30 pojawił się nad Junikowem nadlatujący od południa wśród złowrogiego warkotu silników, w szyku bojowym, dywizjon znaczony czarnymi krzyżami bombowców Heinkel – 111 z 26 pułku bombowego Luftwaffe. W chwilę później słychać było głuche detonacje spadających na lotnisko bomb. Natychmiast (jak opisuje R. Szubański
"W obronie polskiego nieba" Warszawa 1979, s. 53 – 54) pozostawiony na lotnisku klucz operacyjny polskich myśliwców wystartował wprost z hangarów. Gdy "PeZeteLki" dochodziły do zamykających kolumnę bombowców, zaatakowane zostały przez osłaniające je Messerschmitty – 109. Polacy spisali się znakomicie i wykorzystując w walce większą zwrotność swych maszyn, zestrzelili dwa samoloty wroga. Jeden z nich spadł w granicach Poznania, drugi w okolicach Szamotuł.

Fragment tej powietrznej walki rozgrywał się dokładnie nad willą Neumana. Osobiście obserwowałem przez moment polskiego myśliwca jak nisko nad drzewami parku wykonując akrobatyczną ewolucję tzw. beczkę, strzelał do lecącej przed nim niemieckiej maszyny. Po tym nalocie widziałem z okna mojego mieszkania na piętrze czarne grzyby dymów na lotnisku.

W tych czasach Lasek Marceliński miał zaledwie kilkanaście centymetrów wysokości i lotnisko z wysokości pierwszego piętra było widoczne "jak na dłoni". Nieco później ogłoszono w Junikowie wezwanie władz do opuszczenia Junikowa w kierunku Krzesin.

Około godz. 15.00 Luftwaffe dokonała ponownego nalotu na Ławicę, jednak już tylko kilkoma bombowcami (R. Szubański "Działania powietrzne nad Wielkopolską w 1939 r." Wojskowy Przegląd Historyczny 1988r.) Strzelała artyleria przeciwlotnicza usytuowana w Zakładach Cegielskiego. Widziałem lot srebrzystych pocisków na niebieskim tle nieba, błyski i czarne obłoczki wybuchów.

W godzinach popołudniowych rozwieszono afisze z odezwą prezydenta RP Ignacego Mościckiego w związku z zaatakowaniem Polski przez Niemców. Pamiętam, że jeden z takich afiszy wisiał na płocie p. Piętów na narożniku ulicy Krośnieńskiej i Świebodzińskiej.

Do dziś brzmią mi w uszach zaszyfrowane meldunki wojskowe nadawane tego dnia przez radio: "Halo, Halo! Uwaga! Uwaga! LK 3 nadchodzi" i po chwili: "Halo, halo! Uwaga! Uwaga! LK 3 już przeszedł".

Późnym wieczorem rozległy się syreny. Alarm. W blasku księżyca wyszliśmy do ogrodu by schronić się w rowie przeciwlotniczym. Po kilku jednak minutach alarm odwołano. Radio oznajmiło, że samoloty nie doleciały do Poznania.

W dniu 12 września 1939 r. rano, niemieckie oddziały motocyklowe wkraczały od strony Plewisk przez Junikowo do Poznania.

"Posener Tageblat" uprzedzał o tym niemiecką mniejszość narodową, podając nawet godzinę. Na narożniku ulicy Junikowskiej i Grunwaldzkiej, dokładnie przy dzisiejszej posesji p. Górczaków, oczekiwała z kwiatami grupa miejscowych Niemców. Pamiętam jak kolumna zatrzymała się, jak sobie wzajemnie wśród serdecznych uśmiechów "heilowali".

I jeszcze jedna ciekawostka. Na wysokości dzisiejszej ulicy Dziewińskiej, gdzie znajdowały się zabudowania gospodarstwa Niemca Emila Schulza, stał z karabinami patrol Straży Obywatelskiej. Kolumna niemiecka zatrzymała się i po wylegitymowaniu i zabraniu im broni, pojechała dalej do Poznania. Jeszcze tego samego dnia oddziały Wehrmachtu obsadziły budynek Szkoły Powszechnej (obecnie Liceum Plastyczne).

Tak skończyły się ostatnie dni wolności. Zaczęła się niewola, która pochłonęła liczne ofiary także spośród mieszkańców Junikowa. I któż mógł wówczas przypuszczać, że trwać ona będzie dokładnie pół wieku.


 

Copyright: Stowarzyszenie Pomost, kopiowanie materiałów ze strony bez zgody autora zabronione

www.pomost.net.pl

projekt: fryga.com